„Nie można żyć normalnie trzeba żyć ekstremalnie”

Z tym hasłem w tym roku wyruszyła 4 Ekstremalna Droga Krzyżowa z Lublina do Wąwolnicy. Do wyboru pielgrzymi mieli 5 tras. Najkrótsza miała 29 kilometrów i wiodła od Katedry w Lublinie, wokół Zalewu Zemborzyckiego i kończyła się u ojców Dominikanów na Starówce. Najdłuższa, samotna i najbardziej ekstremalna, miała 51km i kończyła się w Wąwolnicy w Kościele. Pozostałe trasy wiodły do Kościoła w Wąwolnicy. Szło nas w sumie około 3000 osób. Katecheta naszej szkoły Pan Mariusz Dudzicz wraz z dwoma uczniami klasy 3ts Łukaszem Wlaszczykiem i Marcinem Cajzerem wybrali trasę 46kilometrów. Do 36 kilometra szło się dobrze, ale ostatnie 10 kilometrów to była walka przede wszystkim z nogami, które już nie chcą się zginać i iść dalej. Ostatnie 10 kilometrów wiodło przez pola na których zmarznięta ziemia z każdym krokiem odbijała stopy od spodu. Czy warto było? Ten kto nie poszedł nie wie, a ten kto poszedł nie umie opisać jak bardzo jego życie się zmieniło.

Za rok też idziemy prosić Jezusa przez Jego Matkę o łaski dla nas i naszych bliskich.


 
Dziś w Spoleto słońce świeci

Dziś w Spoleto słońce świeci
W park wybiegły wszystkie dzieci.

I przyrodę podziwiają
Sorkom kawę podstawiają.

Włoska „zupa” siłę daje
Kinga pięknie ją podaje.

Dzieci sportu zażywają
Swoje ciała wyginają.

Tarkoś w poprzek lewituje
Daro, „Dżasta” mu wtóruje!

Bambusowy las zwiedzają
Czasem tyczki odchylają.

Stare drzewa podpierają
Zdrowej diety się trzymają.

Potem włoski na nich czeka
Niezła z sorek będzie „beka”.

Bo usnęły jak susełki…
Winne temu są literki!

Wszyscy bardzo się starają
I na nerwach sorkom grają.
Ciszę nocną chcą przedłużyć -
Nie zamierza nikt się nudzić!

Lecz soreczki im załatwią
Ciszę nocną z pełną gracją :-)
Dobranockę im włączyły!
Dzieciom zrzedły słodkie miny :-)

O dwudziestej do łóżeczka,
Jutro przecież jest wycieczka!

 

Moi Drodzy! Rzym zwiedzamy,

Ale o tym pogadamy!


 
Uno, due, tre … w naszych rękach praca wre!

Kraciaste koszule, jaskrawożółte T-shirty i czapeczki, biało – czarne stylizacje to nowy trend włoskiej elegancji… Nawet Mediolan by się nie powstydził!!! Poranna sesja zdjęciowa odbyła się przed Villa Redenta. No i… zaczęło się!
Stażyści udali się do swoich miejsc pracy.
„Daro Band” czyli Darek, Stasio, Paweł i Edyta po kilku minutach byli już w swoim świecie: śrubki, nakrętki, lusterka, tarcze hamulcowe… Demontaż opon, segregacja części samochodowych to niektóre zajęcia naszych mechaników samochodowych pracujących w SPOLETO UNO.
Angelika, Karolina i Edyta powiedziały „buy, buy” znikając w mega – bajecznym ogrodzie Centrum Rekreacyjnego Spa & Wellness IL BAIO. Po powrocie, z wrażenia nie były w stanie powiedzieć nic innego, jak: „Sooooooorko…tam jest pięęęęęęęęęknie!”
Niemen śpiewał, „Mimozami jesień się zaczyna…” tymczasem we Włoszech, w kwiaciarni Ceccaroni Garden, Justyna i Marlena mimozami i tulipanami witają wiosnę, tworząc urocze bukieciki na zbliżający się Dzień Kobiet (dla Męskiego Grona ZSTR czytaj: Dziewczęta w Spoleto czekają na prezenty z okazji 8 marca
J).
„ZSTR HOTEL TEAM” został podzielony na mniejsze załogi;
Duet: Aniela i Monika powiedziały „wow” rozpoczynając pracę w **** HOTELU DEI DUCHI. Po czym… rzuciły się w wir sprzątania hotelowych apartamentów.
Trio - Jakub, Weronika i Magda - udało się do HOTELU CLITUNNO*** - dziewczynki pracowały jako pomoce kuchenne, natomiast „rodzynek” Kubuś przyswajał zasady włoskiego „house skippingu”…
DUBLET MATEO to Mateusz C. & Mateusz T. zostali przydzieleni do Hotelu ARCA***. Tam podawali napoje chłodzące
J, parzyli kawę (czytaj: Jak Tarkoś sparzył paluszki!), nakrywali stoły, podawali posiłki - (podobno!) nic przy tym nie tłukąc.
W miejscu naszego zakwaterowania czyli w Villi Redenta nakrywaniem stołów, obsługą gości, dogadzaniem naszym podniebieniom:
J - pod dowództwem kucharki Vivian – pracują Ola i Kinga.
I tak upłynęły pierwsze dni praktyki. Trzeba dodać, że praca to nie wszystko.
Popołudniami, młodzież chłonęła „italiańskie perlanie”… Mimo ciężkiej pracy, wszyscy, (nawet sorki!!!) zdają codzienne egzaminy ze znajomości nowo poznanych włoskich słów, zatem „tutto bene, ciao”.


 
Portugalska przygoda rozpoczęta ...


 
Ciao, ciao Italia…

W niedzielę, 4 marca, tuż po 6 rano, 18 osobowa grupa uczniów kształcąca się w zawodach: mechanik samochodowy, technik hotelarstwa i technik architektury krajobrazu rozpoczęła swoją włoską przygodę…
Sprawdzenie listy obecności, okazanie niezbędnych dokumentów, odebranie identyfikatorów, zważenie bagaży, zapakowanie nadbagażu sorki Patrycji i sorki Małgosi do uczniowskich walizeczek, to tylko niektóre nasze poranne czynności…
Sprawdzony kierowca p. Marek, przyjechał pod samiusieńki Internat busem z… przyczepką – w końcu gdzieś to trzeba spakować…
Jeszcze tylko ostatnie przykazania od rodziców, całus dla sympatii, przytulas z panem dyrektorem :-)
 i… jesteśmy wolni!!!
Trasę na warszawskie lotnisko Okęcie kierowca pokonał błyskawicznie – ale oczywiście przepisowo! Szybki wyskok z busa w strefie KISS & FLY i o 10:30 jesteśmy w porcie Chopina. Tu robimy lekki rekonesans, bo dla większości stażystów to pierwsza wizyta na warszawskim lotnisku i proszę, jak to mówią, „Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze”: Angelika spotyka brata, Daro, Stasio i Pablo spotykają kolegów, którzy lecą na szkolny konkurs do Chin.
Parę słów zamieniamy, GOOD LUCK życzymy i do Check-inu pędzimy.
W zasadzie wszystko przebiegało wzorowo; TYLKO niektórzy musieli się ostro nagimnastykować, żeby przejść odprawę (czytaj: „Jak Tarkoś przedstawiał zawartość swojej walizy?!”). Podczas kontroli bezpieczeństwa, „znów wszystko idzie jak z płatka”; TYLKO niektórzy musieli się ostro nagimnastykować, żeby przejść kontrolę pozytywnie (czytaj: Jak Tarkoś piszczał w bramce!!!”).
Teraz do GATE nr 30, pamiątkowe foto i rękawkiem do AIRBUS-a A320.
A w samolocie zaczęło się: „sorko, duszno tu, czy możemy otworzyć okno?!”, „sorko, czy leci z nami pilot?!”, „sorko, czy możemy obejrzeć film Lot grozy”, „sorko, chyba nam odpadło jedno skrzydło?!” Męczydusze uspokoiło stwierdzenie sorki „mamy jeszcze drugie!!!”.
Ponad dwugodzinny lot stewardessy umiliły nam serwując kawę, herbatę, zimne napoje oraz słodkie lub słone ciasteczka.
Rzymskie lotnisko powitało nas wiosennym deszczem i temperaturą zdecydowanie wyższą niż w Polsce. Z włoskim kierowcą, który mimo, iż „ni w ząb nie gawarił baj inglisz” szczęśliwie, tuż przed 19, dotarliśmy do Spoleto. Poznaliśmy miejscowych opiekunów grupy, p. Ewę i p. Beatę, zakwaterowaliśmy się w Villa Redenta i udaliśmy się na ciepłą lasagne. Po kolacji rozgościliśmy się w pokojach. Młodzież z wrażenia nie mogła usnąć (czytaj: „Jak Tarkoś został gadułą nr 1”).
W poniedziałkowy poranek pierwszym dźwiękiem zarejestrowanym przez sorkę Patrycję był… o nie, nie – wbrew pozorom nie Tarkoś, lecz śpiew „italiańskich” ptaków. Tarkoś przypomniał, o sobie około dziewiątej!
Po smacznym śniadaniu, uczestniczyliśmy w spotkaniu organizacyjnym z naszymi opiekunkami, które m.in. przydzieliły młodzieży miejsca pracy. Następnie udaliśmy się na spacer po Spoleto, zaś po obiedzie i wspaniałym deserku odbyło się krótkie spotkanie z sorkami. Dzisiejsze popołudnie było wolne dla młodzieży, jutro ruszamy do pracy, ale o tym przeczytacie w następnej relacji, pozdrawiamy :-)


 

 
« pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia »

Strona 9 z 110